W czasie kiedy Kamilla wędrowała w stronę Paryża w poszukiwani u dwojga super bohaterów jedno z nich oczekiwało pewnej wiadomości.
Adrien siedział na łóżku w swoim pokoju czekając na Natalię, która miała przynieść mu nowy harmonogram, a także powiadomić go o nadciągającej wyprawie. Nieświadomy tego jakie zło go czeka w ten czas, wyraził zgodę bo miała być to tylko jednodniowa wycieczka.
Tydzień przed jego wyjazdem szkoła, zapowiedziała wycieczkę szkolną, która zapoczątkuje nadciągające zło. Chwile później do pokoju weszła Natalia.
-Dzień dobry Natalio. - powiedział Adrien
-Witam cię. Przyniosłam ci twój nowy harmonogram. Od teraz Szer...
-Przepraszam, że ci przerwę ale mam drobne pytanie. Czy mój ojciec podpisał już zgodę, abym mógł pojechać na tą szkolną wycieczkę? Bardzo mi na tym zależy. - Przerwał jej Adrien
- A tak. Pytałam. Był trochę zniesmaczony tą wycieczką. Zwłaszcza, że dzwonił do dyrektora szkoły. To wyprawa w plener. Nie lepiej poczekać aż zorganizują jakiś luksusowy wyjazd?
- Ale Natalio. - Zwrócił się do niej Adrien. - Luksusy mam w domu. Bardzo chce tam jechać! Cała klasa jedzie, no oprócz Chloe która się boi o swoje włosy.
-No dobra. Spróbuje załatwić to z twoim ojcem. Trzymaj- podała mu harmonogram. - To jest twój nowy plan tygodnia. Jak widzisz szermierkę przeniesiono na wtorek...
*Oczami Adriena*
Byłem uradowany tym, że będę mógł pojechać na tę wycieczkę. Gdy opowiadała o tym nieszczęsnym harmonogramie który mi przyniosła w ogóle jej nie słuchałem. Byłem zajęty rozmyślaniem co będę mógł robić przez minione 2 dni poza Paryżem i z dala od tych wszystkich luksusów. Będę wolny. Tak jak pod postacią Chat Noir'a. W sumie pod postacią kota też nie jestem wolny. Wtedy mam ograniczony czas. I moje serce też nie jest wolne. Jest w kajdanach miłości. A klucz do nich ma tylko Biedronka. Bardzo chciałbym się dowiedzieć kim ona jest. Pewnie ma ciekawe życie. Może ma normalna rodzinę. Może mijam ją codziennie gdy idę do szkoły bądź w niej jestem. Nurtuje mnie to pytanie. Kiedyś miałem okazję dowiedzieć się tego. Czemu tego nie zrobiłem? Już sam nie wiem...
Dziękuję serdecznie. Spasiba.
An
Adrien siedział na łóżku w swoim pokoju czekając na Natalię, która miała przynieść mu nowy harmonogram, a także powiadomić go o nadciągającej wyprawie. Nieświadomy tego jakie zło go czeka w ten czas, wyraził zgodę bo miała być to tylko jednodniowa wycieczka.
Tydzień przed jego wyjazdem szkoła, zapowiedziała wycieczkę szkolną, która zapoczątkuje nadciągające zło. Chwile później do pokoju weszła Natalia.
-Dzień dobry Natalio. - powiedział Adrien
-Witam cię. Przyniosłam ci twój nowy harmonogram. Od teraz Szer...
-Przepraszam, że ci przerwę ale mam drobne pytanie. Czy mój ojciec podpisał już zgodę, abym mógł pojechać na tą szkolną wycieczkę? Bardzo mi na tym zależy. - Przerwał jej Adrien
- A tak. Pytałam. Był trochę zniesmaczony tą wycieczką. Zwłaszcza, że dzwonił do dyrektora szkoły. To wyprawa w plener. Nie lepiej poczekać aż zorganizują jakiś luksusowy wyjazd?
- Ale Natalio. - Zwrócił się do niej Adrien. - Luksusy mam w domu. Bardzo chce tam jechać! Cała klasa jedzie, no oprócz Chloe która się boi o swoje włosy.
-No dobra. Spróbuje załatwić to z twoim ojcem. Trzymaj- podała mu harmonogram. - To jest twój nowy plan tygodnia. Jak widzisz szermierkę przeniesiono na wtorek...
*Oczami Adriena*
Byłem uradowany tym, że będę mógł pojechać na tę wycieczkę. Gdy opowiadała o tym nieszczęsnym harmonogramie który mi przyniosła w ogóle jej nie słuchałem. Byłem zajęty rozmyślaniem co będę mógł robić przez minione 2 dni poza Paryżem i z dala od tych wszystkich luksusów. Będę wolny. Tak jak pod postacią Chat Noir'a. W sumie pod postacią kota też nie jestem wolny. Wtedy mam ograniczony czas. I moje serce też nie jest wolne. Jest w kajdanach miłości. A klucz do nich ma tylko Biedronka. Bardzo chciałbym się dowiedzieć kim ona jest. Pewnie ma ciekawe życie. Może ma normalna rodzinę. Może mijam ją codziennie gdy idę do szkoły bądź w niej jestem. Nurtuje mnie to pytanie. Kiedyś miałem okazję dowiedzieć się tego. Czemu tego nie zrobiłem? Już sam nie wiem...
*Parę godzin później*
Była to chyba 3 godzina gdy obudził mnie dźwięk wozów strażackich.Od razu Zaciekawiło mnie co się stało. Wstałem z łóżka. Po dokonaniu transformacji wyszedłem z domu i jak najszybciej pobiegłem w stronę miejsca zdarzenia.
Gdy dobiegłem na miejsce zobaczyłem płonąca cukiernie państwa cheng. Rodziców Marinette, dziewczyny z mojej klasy. Stali oni obok piekarni razem z nią obejmując ją. Podbiegłem do nich.
-przepraszam. Mogę w czymś pomoc? Czy coś w domu zostało? - zapytałem i mrugnąłem okiem do Marinette. Już kiedyś rozmawiałem z nią będąc kotem. Zachowuje się inaczej niż Jak rozmawia ze mną normalnie. No cóż...
Odwróciła się w moja stronę i powiedziała że w jej pokoju nad piekarnia znajduje się pewna rzecz. Szkatułka która znajdowała się w plecaku. Od razu wskoczyłem do pokoju w którym prawie nie było płomieni, tylko dym. Zabrałem plecak i wyskoczyłem czym prędzej z pokoju. Podałem jej plecak.
-dziękuję-powiedziała. Zwróciła się do rodziców po czym pobiegła...
*rano*
Ubrałem się, wychodząc zobaczyłem podpisaną zgodę i pieniądze, leżące na stole. Uradowany wziąłem je, schowałem do plecaka. Wsiadłem do samochodu i już tylko czekałem aby oddać świstek wychowawczyni.
Minęła pierwsza i druga lekcja. Oddałem pani kartkę. Zapytałem Alye czy będzie Marinette. Chciałem zaproponować jej pomoc. Bo czemu nie? Dowiedziałem się paru rzeczy.
- Hi Alya. Będzie Marinette? Słyszałem co się wczoraj stało. I chciałbym sie jej zapytać czy moge pomóc.
- Nie dzisiaj jej nie będzie. Ale możesz iść do niej jeśli chcesz. Pomaga uporządkować zniszczenia. W jej pokoju na szczęście aż tak wiele rzeczy nie spłonęło. Jej najcenniejszą rzecz uratował Czarny kot. Nie wiem co to za rzecz ale tak mi powiedziała. Nie wnikam. Musze lecieć pa!
- Ok dzięki. Pa.- Podniosłem rękę i popatrzałem na nią dziwnie.
Następną lekcją była historia. W połowie lekcji rozbrzmiał komunikat.
Za 2 dni odbędzie się bal przebierańców. Serdecznie zapraszamy. ~Dyrekcja szkoły
Miło z ich strony...
* Kilka godzin później*
Zapukałem do drzwi i odtworzyła mi mama Marinette.
-Dzień Dobry. Jest Marinette? Przyniosłem lekcje.
-Dzień dobry. Tak jest w swoim pokoju. Proszę wejdź. Tylko ostrzegam. Powodzenia z dogadaniem się z nią. Coś zginęło. Nie chce powiedzieć mi co.
-Dobrze prosze pani. Będę uważać. - Powiedziałem i puściłem do niej oczko.
Wszedłem do pokoju a to co zobaczyłem było straszne. Na ścianach były napisy. Nie mogłem ich rozczytać. Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu Marinette.
- Heeej Marinette? Jesteś tu?
Po chwili usłyszałem cichy płacz dobiegający z za łóżka...
-------------------------
Witaaaaaam wszystkich.
Proszę o szczere komentarze. Jeśli to przeczytałeś to zostaw komentarz. Nawet w postaci " :) "
*rano*
Ubrałem się, wychodząc zobaczyłem podpisaną zgodę i pieniądze, leżące na stole. Uradowany wziąłem je, schowałem do plecaka. Wsiadłem do samochodu i już tylko czekałem aby oddać świstek wychowawczyni.
Minęła pierwsza i druga lekcja. Oddałem pani kartkę. Zapytałem Alye czy będzie Marinette. Chciałem zaproponować jej pomoc. Bo czemu nie? Dowiedziałem się paru rzeczy.
- Hi Alya. Będzie Marinette? Słyszałem co się wczoraj stało. I chciałbym sie jej zapytać czy moge pomóc.
- Nie dzisiaj jej nie będzie. Ale możesz iść do niej jeśli chcesz. Pomaga uporządkować zniszczenia. W jej pokoju na szczęście aż tak wiele rzeczy nie spłonęło. Jej najcenniejszą rzecz uratował Czarny kot. Nie wiem co to za rzecz ale tak mi powiedziała. Nie wnikam. Musze lecieć pa!
- Ok dzięki. Pa.- Podniosłem rękę i popatrzałem na nią dziwnie.
Następną lekcją była historia. W połowie lekcji rozbrzmiał komunikat.
Za 2 dni odbędzie się bal przebierańców. Serdecznie zapraszamy. ~Dyrekcja szkoły
Miło z ich strony...
* Kilka godzin później*
Zapukałem do drzwi i odtworzyła mi mama Marinette.
-Dzień Dobry. Jest Marinette? Przyniosłem lekcje.
-Dzień dobry. Tak jest w swoim pokoju. Proszę wejdź. Tylko ostrzegam. Powodzenia z dogadaniem się z nią. Coś zginęło. Nie chce powiedzieć mi co.
-Dobrze prosze pani. Będę uważać. - Powiedziałem i puściłem do niej oczko.
Wszedłem do pokoju a to co zobaczyłem było straszne. Na ścianach były napisy. Nie mogłem ich rozczytać. Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu Marinette.
- Heeej Marinette? Jesteś tu?
Po chwili usłyszałem cichy płacz dobiegający z za łóżka...
-------------------------
Witaaaaaam wszystkich.
Proszę o szczere komentarze. Jeśli to przeczytałeś to zostaw komentarz. Nawet w postaci " :) "
Dziękuję serdecznie. Spasiba.
An